|
LUBLIN OD KUCHNI,
Czyli różnorodność lokalnej gastronomii.
Najdawniejszych tradycji lubelskiego stołu,
jak i całej - rzecz jasna - kuchni polskiej, szukać
będziemy nie gdzie indziej, jak w przepastnych zasobach
wiedzy historycznej i archeologicznej. Jednak nie czas
i miejsce tu na długie wywody historyczne. Skupmy się
raczej na tym, co stanowi o indywidualnym charakterze
lokalnej kuchni, a co można by krótko opisać jako "kresowe
nostalgie".
Czy możemy mówić o kuchni kresowej? Oczywiście,
że tak, bo tak jak w naszej świadomości utrwalone zostało
pojęcie "kresów", tak i to, co kresowa kultura
codzienna stworzyła jest faktem. Nie jest jednak naszym
celem znalezienie jakichkolwiek ram ani posługiwanie
się precyzyjnościami, - bo czyż smak jest precyzyjny
- bylibyśmy bezduszni próbując go nakreślić. Powiedzmy
sobie jednak, że kuchnia kresów to kuchnia pod silnym
wpływem naszych wschodnich sąsiadów, Litwinów, Białorusinów,
Ukraińców, a nawet trochę galicyjskich smaczków austro
- węgierskich.
Staropolska kuchnia kresowa to ani prosta
kuchnia plebejska ani pełna przepychu kuchnia magnacka,
ani kuchnia szlacheckich zaścianków bądź mieszczan lwowskich
i wileńskich, ale wszystko razem. Wydawać by się mogło,
że ani ten sam smak ani te same potrawy nie powinny
gościć na tych wszystkich stołach, - bo cóż może łączyć
stół chłopski i szlachty szaraczkowej z mieszczańskim,
a nawet magnackim - a jednak łączyło...
Czym zatem była kuchnia kresowa dla polskiej
kultury kulinarnej? Przede wszystkim doświadczeniem,
obcowaniem z kulturą kulinarną sąsiadów i czerpaniem
ze skarbnicy ludzkiej pomysłowości. Bez kuchni kresowej
nie byłoby dzisiaj: knysz, kutii, gołąbków, sękaczy,
kołaczy, kołdunów, uszek, chłodników, oładków, kwaszenin,
cepelinów, solianek i wielu innych kuchennych nostalgii.
Dlatego drogi Gościu goszcząc w Naszym Mieście zechciej
zasiąść tu do stołu jak kurdesz /tak określano dawniej
staropolskiego towarzysza zabawy/i wypróbować kilku
kresowych specjałów.
GEFILTE FYSZ I CZULENT Z CIECIERZYCĄ...
W Lubinie od wieków współistniały ze sobą
dwa miasta - chrześcijańskie i żydowskie, dwie społeczności
różniące się także i swoim codziennym i odświętnym stołem.
Koszerność kuchni żydowskiej określają ściśle określone
nakazy religijne wywodzące się ze Starego Testamentu
i Talmudu. Najkrócej rzecz ujmując, przestrzegany jest
nakaz oddzielenia od siebie produktów i potraw z mięsa
i mleka. Potężny musielibyśmy uczynić tu cytat, by opisać
wszystkie niezwykłe potrawy podawane podczas tradycyjnych
świąt żydowskich, na Rosz Haszana, Jom Kippur, Sukkot,
Chanuk, Purim, Pesach, Szabat...a były by to między
innymi cymes, chały miodowe, strudel, racuszki Chanuka,
kneidlech, kreplach, bajgle, sałatka litwacka, złoty
joich, czulent z ciecierzycą, holiszki, gefylte fysz...
ŁOSOŚ, PULARDY I LODY...
Oto zachowane menu obiadu wydanego z okazji
" Zjazdu Hygenicznego" W Lublinie 28 września
1908 roku. Podano wtedy: wódki i kanapki, barszcz, bulion
i paszteciki, file z sosem maderowym, łososia na gorąco
z sosem holenderskim, pulardy i indyczki, holiszki,
żur grzybowy na zakwasie wątróbkę z cynadrami, duszone
wróble i szpaki w szparagach, kalafior i groszek; na
deser zaś - lody, kawę imbirową i herbatę oraz wina
francuskie i śliwowicę od Vetter'a. Smacznie, skromnie...
ŚWIATŁO ZE WSCHODU...
...Zabłysło, gdy za sprawą Gorbaczowa
imperium zaczęło się rozpełzać. Część przypełzła do
Lublina. W ramach powszechnej wyprzedaży ZSRR na bazary
miasta trafiały też bezcenne skarby kulinarne. Jeśli
ktoś przegapił niech żałuje. Zanim jeszcze na czarnych
jajeczkach jesiotrów pluskających w Morzu Kaspijskim
łapę położyła rosyjska mafia i zaczęły trafiać wyłącznie
do koszmarnie drogich knajp Paryża, czy Nowego Jorku,
pojawiły się w urzekająco niskich cenach na bazarach
Lublina. Najczęściej kawior pojawiał się w postaci zapuszkowanej,
ale zdarzały się i takie okazje, że można było kupić
za grosze litrowy słój najprawdziwszego astrachańskiego
kawioru, świeżo ukradzionego radzieckiej ojczyźnie.
Za darmo opychać się można było też świetnie zapuszkowanymi
krewetkami, do których daleko ich zziębniętym krewnym
z supermarketów, egzotyczną sałatą morską z dalekiego
Wschodu, wątróbką z bieługi i innymi specjałami. Poznawać
można było smak mołdawskich win, popijać szampanskoje
z winogron dojrzewających w carskich jeszcze winnicach.
Podniebienie bardzo szybko nauczyło się odróżniać pospolity
Ararat od naprawdę dobrych, cudownie aromatycznych ormiańskich
koniaków. I chociaż kawiorowy raj szybko się skończył,
a wyborne koniaki zastąpiła podejrzana wódka, do mielonego
ze stołówki nie było już powrotu.
Ten czas już przeminął bezpowrotnie.
Na szczęście jego smaki i zapachy zachowały się do dziś,
a wiele z tych tajemniczo brzmiących potraw na dobre
przyjęło się w jadłospisach lokalnych restauracji, odkrycie
których pozostawiamy już gustom Państwa...
Poniżej prezentujemy Państwu kilka sprawdzonych i
uznanych lokalnych lokali gastronomicznych, w których
Gościom Rezydencji WAKSMAN przysługuje 10% rabat .
Smacznego !!!
fragmenty zaczerpnięto z Lubelskiego Przewodnika Kulinarnego 2002 "Lublin od kuchni":
Denys Marta, Lublin od kuchni
Haponiuk Mirosław, Bezwstydne uroki pokątnej konsumpcji
Rosochacki Tadeusz, Kresowe nostalgie
|